Rytel: Problemy rozwiązujemy na bieżąco. Tak wojny jak i pokoju to dotyczy

Z Konradem Rytlem, prezesem Mazowieckiej Wspólnoty Samorządowej rozmawia Łukasz Perzyna

– Jak rozumiem, kończący rok zdominowały również z perspektywy samorządu wydarzenia nie dające się przewidzieć: wojna na Ukrainie, związana z nią akcja pomocy humanitarnej oraz kryzys gospodarczy?

– Wszystkich Polaków dotyczy ta nieprzewidywalność zdarzeń, czy nawet szerzej całej Europy. Musieliśmy się odnaleźć w całkiem nowych warunkach. Zaraz po 24 lutego br, kiedy to Rosja zaatakowała Ukrainę, Mazowiecka Wspólnota Samorządowa błyskawicznie przystąpiła do organizowania akcji pomocy poszkodowanym. W pierwszym rzędzie ukraińskim kobietom i dzieciom, które wojna wygnała z ich własnych domów. Nie zastanawialiśmy się długo i szybko dwieście autokarów jechało już na granicę po oczekujących tam ludzi. Wszystkie lokale Wspólnoty, oczywiście również moje biuro radnego Mazowieckiego Sejmiku Wojewódzkiego z dnia na dzień przekształciliśmy w centra akcji pomocy. Wsparli nas od razu młodzi z Klubu Możliwości: Polacy przybyli przed laty ze Wschodu, a teraz starający się u nas jak najlepiej powitać tych, którzy przed wojną szukają schronienia w Polsce. Szybko udowodnili, że nazwa ich klubu nie jest przypadkowa ani egoistycznie pojmowana. Im zawdzięczamy powstanie ośrodka w Święcicach pod Warszawą, goszczącego 300 osób z Ukrainy, z którego możemy być dumni. 

– Ten czas stał się okazją do weryfikacji haseł przez MWS od dawna głoszonych: wspólnoty ale i solidarności, bo wciąż odwołujecie się do dorobku wielkiego ruchu społecznego z lat 80?

– Nam samorządowcom łatwiej przychodzi reagować na zmieniającą się sytuację. Przyzwyczajeni jesteśmy do nieustannej aktywności. Nie działamy przecież tylko od kampanii do kampanii ani od wyborów do wyborów. Problemy rozwiązujemy na bieżąco. Tak wojny jak i pokoju to dotyczy. Do zaoferowania mamy – jak widać – dobrą nadzieję… i drużynę. Oczywiście, że najpoważniejsza zapewne od początku nowej Polski sytuacja stała się testem także dla naszych haseł. To okazja, żeby udowodnić, że przyjaciół poznaje się w biedzie. 

– Nie tylko wojna wszystkich zaskoczyła?

– Inflacja również. Dotyka codziennej działalności samorządowców. Rodzi rozmaite kłopoty. Wzrost oprocentowania w oczywisty sposób godzi w samorządy, skoro biorą kredyty na udział własny w licznych europejskich programach pomocowych. Podobnie jak wzrost cen wszystkich usług, nie tylko z wojną za wschodnią granicą związany. Na głowie mamy przecież nasze codzienne zadania, szkoły i inne placówki oświatowe, czy medyczne, o wszystko musimy sami zadbać. W tym sensie ten rok okazał się trudny pod każdym względem. 

– W dodatku pojawiła się perspektywa przeniesienia wyborów samorządowych?

– Do zmiany ich terminu podchodzimy ze spokojem. Omawiamy rozmaite możliwości, nie narzekamy. Wśród samorządowców nie związanych z partiami politycznymi dominuje raczej przekonanie, że najbliższa mieszkańcom władza lokalna powinna być w każdej chwili gotowa do demokratycznej oceny. Chociaż oczywiście niepewność co do wyborczego kalendarza w wielu wypadkach nie ułatwia działania a tym bardziej planowania. Nie obrażamy się jednak i robimy, co trzeba. Kto poświęca znaczną część swojego życia pracy w samorządzie lokalnym, ten musi być gotów na rozmaite wyzwania, również te, których nie dało się zawczasu przewidzieć. Pozostajemy w służbie mieszkańców. Nie wiemy przecież z góry, z jaką sprawą każdy z nich przyjdzie do urzędu. Liczy się to, żeby załatwić konkretne problemy. Rozwiązujemy je, nikogo nie odsyłamy.

– Jednak pojęcie zarządzania kryzysowego, wcześniej znane bardziej z podręczników akademickich, weszło na trwałe do praktyki samorządowego działania?

– Jeśli chcesz pokoju, szykuj się na wojnę, głosi znane jeszcze starożytnym powiedzenie. Oznacza to konieczność bycia przygotowanym na każdą ewentualność. Skupiamy się na pomocy humanitarnej, na wszystkim w czym się objawia niepowtarzalna miękka siła demokracji lokalnej, ale zarazem na wszystkie zagrożenia trzeba pozostać gotowym. 

– Powraca więc pytanie, czym samorządowcy niezależni różnią się od partii politycznych?

– Dla nas wybory nie są rodzajem festynu. Tylko naturalną weryfikacją przez mieszkańców tego, co robimy i jak działamy. O różnice pan pyta: proszę zwrócić uwagę, że nas nie ciągają po sądach. Nie oceniamy bowiem innych, a tym bardziej nigdy ich nie obrażamy. Mówimy raczej, że my zrobimy lepiej to, co pozostaje niezbędne do wykonania z perspektywy lokalnej społeczności. W każdym powiecie czy gminie chwalimy się efektem. Nie partyjnym znakiem, logotypem. Nie siłą centrali. Jeśli zaś zgodzimy się, że w wyborach dominuje ocena, to warto zwrócić uwagę na fakt, że liczni koledzy zaangażowani w naszą Wspólnotę sprawują władzę czasem nawet przez sześć kadencji. To, że są ponownie wybierani pokazuje zaufanie, jakim się cieszą. Oczywiście denerwuje nas, że partia rządząca najpierw wyznaczyła wyborczy horyzont na pięć lat, a później okazało się, że to jednak będzie pięć i pół roku. Nagle rządzącym nie pasuje zbieżność wyborczych terminów, od dawna przecież znana. 

– Cztery lata temu został Pan wybrany do Sejmiku Mazowieckiego, samorządu największego województwa w kraju, pod względem liczby ludności porównywalnego ze średnimi państwami Unii Europejskiej jak Dania czy Finlandia, jako pierwszy w historii radny niezależny od partii politycznych?

– Potwierdziło to potrzebę obiektywnego spojrzenia na samorządowe sprawy, jaką wyborcy coraz mocniej odczuwają. MWS otrzymała od nich premię za to, że nie jesteśmy zacietrzewieni. Dostrzegamy wiele rzeczy dobrych również w partiach politycznych. Zachowujemy do nich równy dystans. Oceniamy konkretne projekty i działania. Niedawno zostałem zaproszony na spotkanie z udziałem wójtów i burmistrzów, dotyczące modernizacji węzła komunikacyjnego niedaleko Zegrza. Dostrzegam, że przy takim merytorycznym a nie ideologicznym podejściu, również sam w Sejmiku jestem poważnie traktowany. Nie tylko dlatego, że mogę stać się języczkiem u wagi w konkretnych głosowaniach. Nie chodzi przecież o to, żeby się wzajemnie popierać na blankietowej zasadzie. Bo prowadzi to nieuchronnie do utrącenia poprawki nawet dobrej, z tego powodu, że od rywala a nie sojusznika jej pomysł pochodzi. Odrzucamy takie rozumowanie. Bez barw politycznych działa się lepiej w samorządzie. Dla mnie Sejmik to mniejszy Sejm, taka jest etymologia nazwy – tyle, że bliższy zwyczajnym ludziom i ich problemom. Jako zasadę staram się przyjmować podejście służebne. Służymy mieszkańcom, naszym wyborcom. U nas nie ma przełożonych ani dyrektyw, które musimy wykonywać. Jestem przekonany, że przełoży się to na kolejne mandaty dla niezależnych w najbliższych wyborach samorządowych. 

– Czy można mówić, że przełamanie pewnej bariery na Mazowszu zaważyło na bujnym rozwoju niezależnej samorządności?

– Znajduję liczne przykłady takiego rozwoju, widać jak niezależni radzą sobie w Serocku, który stał się prawdziwym liderem pomocy, udzielanej uchodźcom ukraińskim, w Piastowie, również w wielu dzielnicach Warszawy. Dostrzegam potrzebę wprowadzenia świeżego powietrza tam, gdzie klimat zdominowały partie polityczne. Rzecz nie w tym, że PiS jest zły a PO dobra bądź odwrotnie. Trzeba raczej spojrzenia gospodarskiego. Nas interesuje temat dyskusji, sprawa i problem do rozwiązania. 

– Wiem, że odbywa Pan mnóstwo spotkań na Mazowszu?

– Staram się spotykać z ludźmi, myślącymi podobnie, a tych, co się różnią od nas w wielu sprawach przekonywać. Rzeczywiście niedawno długo rozmawiałem z samorządowcami w Ostrowi Mazowieckiej, wybieram się do Sokołowa i Siedlec. Wszędzie przekonuję ludzi podobnym argumentem, jak ważne jest, żeby w Sejmiku pieniądze na rozwój regionu dzielili również samorządowcy niezależni, żeby zyskali wpływ na kluczowe decyzje finansowe. Nic o nas bez nas. 

– Czas na krótki bilans tego roku 2022, gdy się kończy?

– Moc trudności… Ale to był wspaniały czas. Pojęcia wspólnoty, solidarności i samorządności, od dawna leżące u podstaw naszego działania, zyskały przez ten czas nową treść. O tym, że odnosimy sukcesy, poparcie rozszerzamy i ściągamy do nas nowych wartościowych ludzi, wszystkich mogła przekonać nasza niedawna konwencja programowa z udziałem kilkuset osób. Znakomita okazja, żeby się policzyć. Ale zarazem mocny element i krok naprzód w pracy merytorycznej. Dziękuję serdecznie naszej młodzieży, która w podwarszawskich Święcicach, ze wsparciem niezależnych samorządowców z powiatu Warszawa Zachodnia stworzyła w dawnym hotelu więcej niż tymczasowy, bo naprawdę prawdziwy dom dla trzystu uchodźców z Ukrainy. Jestem wdzięczny Mariuszowi Ambroziakowi i wszystkim wiceprezesom MWS, Pawłowi Dąbrowskiemu, który prowadzi biuro na Koszykowej tak, że było w stanie podołać wszelkim niespodziewanym dodatkowym funkcjom i dzielnie je wypełnić. Wszystkim Czytelnikom, mieszkańcom Mazowsza, naszym Wyborcom, życzę Błogosławieństwa Bożego i wszelkiej pomyślności na Święta.

Podobne wpisy