R. Gajda: Koło od traktora

Ledwie minął miesiąc od mojego felietonu, w którym przestrzegałem, że PiS będzie podnosił podatki i już rząd odpala pierwszą rakietę. Otóż składka zdrowotna ma wynieść 9 proc. dochodów i nie będzie można jej odliczyć w PIT, jak do tej pory. Należy przy tym zaznaczyć, że mikroprzedsiębiorcy nie będą już płacić zryczałtowanej składki kwotowej, lecz liniową, proporcjonalną do dochodów. W praktyce to oznacza, że po szumnym ogłoszeniu w 2019 r przez premiera obniżki podatku dochodowego z 18 do 17 proc., teraz dla osób zatrudnionych na etatach de facto wzrośnie on – jak obliczył portal Bankier.pl – do 24,75%. Dla II grupy podatkowej realny podatek osiągnie pułap prawie 40 proc. (przy obecnych 32). Rzecz jasna, sam podatek nie wzrośnie, bo PiS podatków nie podnosi. Zmienią się zasady naliczania składek i odliczeń w PIT, które zmniejszą zasobność wielu portfeli.

Oczywiście byłoby nieuczciwie nie wspomnieć, że szykowane jest też zwiększenie kwoty wolnej od podatku. Tyle że nawet po jej uwzględnieniu, od poziomu zarobków mniej więcej 7 tys. zł brutto, będziemy już “w plecy” w stosunku do tego, co obecnie zarabiamy na rękę.

Jako najbardziej poszkodowanych wskutek nadchodzących zmian wskazuje się dziś wspomnianych już przeze mnie polskich przedsiębiorców. To o nich Jarosław Kaczyński mówił niedawno, że są grupą ludzi uprzywilejowanych, która nie odwdzięczała się za to całemu społeczeństwu. Otóż, myli się pan, panie prezesie, odwdzięczała się, bo dawała ludziom pracę, a inwestując wprawiała w ruch kolejne przedsiębiorstwa, zamawiając w nich towary i usługi. No i pomnażała polski PKB. Nawet za czasów Balcerowicza.

Na koniec poszukajmy odpowiedzi na pytanie, dlaczego ma zostać wprowadzona nowa składka zdrowotna? Po to, by w 2027 r. nakłady na służbę zdrowia osiągnęły 7 proc. PKB. Dlaczego w 2027 r.? Bo wtedy przypada konstytucyjny termin wyborów parlamentarnych. Nie tych najbliższych, lecz tych następnych. Bo na te najbliższe PiS szykuje 1000 zł miesięcznie na każde dziecko do lat 3, plus parę innych “prezentów”. Oficjalny powód, ma się rozumieć, jest zgoła inny. Rząd  chce w ten sposób dźwignąć z kolan służbę zdrowia. A nie, przepraszam, przecież ma się ona całkiem dobrze. W ostatnich dniach nawet słyszałem wypowiedź byłego wiceministra zdrowia, który poziom publicznych placówek oceniał w punktach jako 8 na 10. Zatem rząd chce opiekę zdrowotną wywindować na wyższy poziom.

W sumie i tak powinniśmy się cieszyć, że rząd nie wspiera np. przemysłu gumowego, bo wtedy do każdego samochodu osobowego kazałby nam montować po jednym kole z oponą od traktora, tylko dlatego, że jest pięć razy droższa. Za to ci, którzy aut nie mają, dostaliby od rządu w prezencie po darmowej gumce myszce. 

Radosław Gajda – bezpartyjny woj. łódzkie.

Podobne wpisy