|

Konrad Rytel: Ta wojna prędko się nie skończy, akcja pomocy będzie trwała

Z Konradem Rytlem, radnym Sejmiku Mazowieckiego, prezesem Mazowieckiej Wspólnoty Samorządowej rozmawia Łukasz Perzyna.

– Od początku gorącej wojny na Ukrainie Mazowiecka Wspólnota Samorządowa zaangażowała się w akcję pomocy dla uchodźców. Jak słów dziś by Pan użył, żeby określić jej efekty?

– Potwierdziłbym, że my jako Polacy i jako samorządowcy udowodniliśmy, że solidarność nie jest okazjonalnym pustym słowem. I powtórzyłbym nasze przysłowie narodowe: przyjaciół poznaje się w biedzie. Podczas poprzednich dramatycznych zdarzeń, u nas w kraju, takich jak klęska powodzi stulecia w 1997 r, zawsze znajdowały się miliony ludzi, gotowych do pomocy. Chętnych do tego, żeby poświęcić się, wesprzeć innych i zaopatrzyć. Wniosek jaki płynie z tego miesiąca potwierdza, że zaangażował się każdy, kto tylko potrafił. Ludzie odkryli w sobie gotowość pomagania innym. Dla nas, działaczy samorządowych od tamtego świtu 24 lutego br. kiedy to dowiedzieliśmy się o najeździe Rosji na Ukrainę, stało się oczywiste, że trzeba wspierać uchodźców, nie oglądając się na władze centralne. Dlatego rady i wszelkie samorządowe gremia jak najszybciej podejmowały uchwały, żeby sprawnie przekazywać do użytku uchodźców obiekty, którymi dysponują: centra i sale konferencyjne oraz ośrodki wypoczynkowe, także przygotować miejsca noclegowe w szkołach. Nie jesteśmy oczywiście sami. Podobnie działa Kościół, parafie przekazywały sale katechetyczne na sypialnie dla uchodźców z Ukrainy. Ruszyło zbieranie darów i giełda wymiany wszelkich pożytecznych informacji, dotyczących noclegów ofiarowanych w prywatnych mieszkaniach i domach. Sprawdziliśmy się. Entuzjazm nie opada. Wiemy, że ta niszczycielska wojna prędko się nie zakończy. Nasza odpowiedź na to jest prosta: akcja pomocy będzie trwała.

– Pojawiały się groźne prognozy, ale tak naprawdę na scenariusz gorącej wojny nikt nie był do końca przygotowany?

– To niespodziewany egzamin, ma Pan rację. Jednak właśnie Mazowiecka Wspólnota Samorządowa miała już wcześniej konkretne doświadczenia w akcji pomocy naszym rodakom na Wschodzie.

– A teraz zapadła decyzja, że główną odpowiedzialność za opiekę nad uchodźcami przejmą młodzi Polacy ze Wschodu, którzy niedawno przybyli do ojczyzny swoich przodków?

– Postanowiliśmy, że tak będzie najlepiej i okazało się, że ci młodzi znakomicie się sprawdzają w działaniu. Gdy sami tu przyjeżdżali przed laty, uzyskali z naszej strony pełną otwartość. Pomoc w takich sprawach jak pobyt, mieszkanie, nauka, praktyka, praca. Teraz uznali, że sami muszą się wykazać i w pełni się w akcje pomocy zaangażowali. Dają innym znakomity przykład. To dowód, jak szybko zintegrowali się z naszą wizją świata. Przyjechali z różnych krajów, kiedyś republik byłego ZSRR, teraz niepodległych państw. Polskość ich łączy. Stała się spoiwem ich wspólnoty. To naprawdę wspaniała sprawa, aż przyjemnie patrzeć na to, jak ofiarnie i skutecznie działają. 

– Spłacają dług?

– Wie Pan, nigdy bym tak nie powiedział. Widać raczej, że ze sobą ani z polskością nie mają żadnych problemów, pokazują to w konkretnych przedsięwzięciach. Wszyscy zresztą w tych dniach akcji pomocowej staliśmy się częścią wielkiej wspólnoty, uświadomiliśmy sobie, że humanitarny cel nas łączy. Powróciły wypróbowane słowa: służba, ofiarność, solidarność, gotowość. Sprawdza się też stare powiedzenie: za naszą i waszą wolność. 

– Symbolem pomocy stał się Serock. Miasto ma niewiele ponad 4 tys mieszkańców. Za sprawą burmistrza a zarazem wiceprezesa Mazowieckiej Wspólnoty Samorządowej Artura Borkowskiego Serock i okolice goszczą ponad 1,5 tys uchodźców z Ukrainy. Samo zestawienie tych liczb… robi wrażenie?

– Rzeczywiście Serock i działania jego burmistrza, naszego kolegi z MWS Artura Borkowskiego, stały się wizytówką czy można wręcz powiedzieć takim oknem wystawowym akcji pomocowej. Za każdą z tych imponujących liczb kryje się uśmierzenie czy złagodzenie cierpienia pojedynczego człowieka, ulga niesiona jednej czy drugiej rodzinie, ukojenie trosk i niepokojów, na ile to w ogóle możliwe z dala od domu, wystawionego przecież na niszczące działanie najeźdźcy. Serock stał się liderem akcji pomocy. Jego burmistrz Artur Borkowski pierwszy nawiązał kontakt ze sztabem wojewody, ale przede wszystkim z dysponentami ośrodków konferencyjnych i wypoczynkowych, których w okolicy Zalewu Zegrzyńskiego jest mnóstwo. Dogadywał się, nie czekając na wytyczne. Podziwiam efekty jego pracy, nie tylko przytoczone przez Pana liczby są imponujące, największą nagrodę stanowi zadowolenie tych, co z pomocy skorzystali. 

– A jak sobie radzi Piastów, też rządzony przez burmistrza z MWS, który kurortem nie jest, nie dysponuje wielkimi ośrodkami z setkami miejsc noclegowych?

– W Piastowie rzeczywiście nawet hotelu nie ma, ale pomysły na pomoc uchodźcom oczywiście się znalazły. Zadbał o to nasz burmistrz Grzegorz Szuplewski. Do Piastowa przyjechali po 24 lutego br. głównie członkowie rodzin osób z Ukrainy, które mieszkały to wcześniej, a przyjechały za chlebem…

– …bo połączenie z Warszawą jest świetne a mieszkanie dużo tańsze niż w stolicy?

– Odkąd ruszyła fala uchodźców, Ukraińcy wcześniej tu zamieszkali pomagają swoim rodakom, a my ich oczywiście wspieramy. Przy burmistrzu powołany został sztab z udziałem osób, znających się na pomocy społecznej i oświacie, ale też potrafiących wskazać doraźne przynajmniej miejsca pracy. Wiele osób zaangażowało się na zasadzie wolontariatu. Współpracują ze sobą okoliczne gminy i miasta. Szukanie miejsc noclegowych odbywa się na szczeblu powiatu. Koordynuje je starostwo. Porozumiewają się burmistrzowie Piastowa i Brwinowa czy wójt Nadarzyna. Utworzyli centrum koordynacyjne. Na szczęście właśnie w powiecie pruszkowskim znajduje się olbrzymie Centrum Ptaka. W nim na krótki pobyt lokalizuje się potrzebujących. Wiadomo, że warunki nie są tam zbyt komfortowe, ale na czas przejściowy wystarczą. Przeszły już przez tę halę tysiące osób.  Dla nas to, że akcja pomocy uchodźcom w powiecie pruszkowskim z takim rozmachem przebiega, stanowi kolejny powód do dumy, bo starostą jest nasz kolega z Mazowieckiej Wspólnoty Samorządowej Krzysztof Rymuza. W Piastowie co dzień widzimy Ukraińców, jak przychodzą do urzędu po numer PESEL. I oświata piastowska mnóstwo ukraińskiej dzieciarni przyjęła. Na smutnych z początku twarzach pojawiły się uśmiechy, bo dzieciaki znowu mają swoje lekcje, dzwonek na przerwę i boisko. Szybciej niż dorośli przyzwyczajają się do nowych warunków. Oczywiście wielu uchodźców traktuje pobyt u nas jako przejściowy, rotacja jest duża, gdy jedni przyjeżdżają to drudzy jadą dalej. W żaden sposób na nich nie naciskamy. Naszą rzeczą pozostaje zapewnienie im jak najlepszych warunków. W liceum w Piastowie organizuje się naukę polskiego. W Szkole Podstawowej nr 1 dwie nauczycielki znają ukraiński, ta umiejętność okazała się niebywale cenna w obecnej sytuacji. Nie ma tu centrów konferencyjnych ale znajdują się kwatery w prywatnych domach, u dobrych ludzi. Samorządowcy robią swoje, co do nich należy.

–  Jednak nie porzucacie zarazem zwyczajnej działalności Wspólnoty na rzecz akcji pomocy?

– Raczej akcję pomocową traktujemy jako element naszej działalności. Cieszymy się, że odbywa się pod sztandarem MWS, bo przecież trudno chyba wskazać inne działanie bardziej zgodne z ideami samorządności. Z naszą koncepcją wspólnoty właśnie… Oczywiście wciąż wydajemy gazetę “Samorządność” w znacznej mierze poświęconą akcji pomocowej, odbyliśmy niedawno konferencję Bezpartyjnych Samorządowców na temat bezpieczeństwa Polski. Trwają prace organizacyjne i dyskusja, skoro tak wiele mamy świeżych spraw do omówienia. W biurze MWS przy Koszykowej w Warszawie gościem Klubu Gospodarczego był niedawno Krzysztof Kwiatkowski, senator bieżącej kadencji, wybrany jako kandydat niezależny. W ramach Federacji Bezpartyjnych Samorządowców skupiamy się na ogólnopolskiej konsolidacji środowiska. Trwają prace w powiatach, zwiększa się liczebność Mazowieckiej Wspólnoty Samorządowej: wiele się dzieje w Grodzisku, Zwoleniu, Makowie Mazowieckim czy Mławie, to nowe ośrodki i oddziały. Nieustanna aktywność z czasem okaże się naszym atutem, gdy tak powszechnie słyszy się narzekania na bezczynność partii politycznych. U nas tego problemu nie ma. Tworzony przez nas zespół programowy stworzy podstawę do rozmów z politykami w perspektywie wyborów parlamentarnych a potem najważniejszych dla nas – samorządowych. Choćby na zasadzie wezwania, by pokazali projekty lepsze niż nasze. Zamierzamy reagować na wszelkie wyzwania, ale oczywiście skupiamy się na sprawach samorządu. Rada Programowa stworzona z osób nam życzliwych, w tym ekspertów z tytułami naukowymi pomoże nam ocenić sytuację bieżącą i nasze własne działania. Pracę rady koordynuje Artur Borkowski, o którym już rozmawialiśmy w kontekście jego sukcesów w akcji pomocy uchodźcom w Serocku.

– Jednym z pomysłów na przyszłość staje się poszerzenie samodzielności dzielnic w Warszawie?

– Zajmuje się tym wiceburmistrz Ochoty Grzegorz Wysocki wraz z kolegami burmistrzami z innych dzielnic. W tym wypadku naszym celem pozostaje też skłonienie parlamentarzystów do działania, bo przecież rzeczą Sejmu i Senatu jest uchwalenie lepszej ustawy warszawskiej. Wzywamy więc polityków, żeby zademonstrowali obywatelskie podejście. Wszyscy pewnie zdajemy sobie sprawę z niedoskonałości dotychczasowych regulacji. Jesteśmy przygotowani na lobbowanie, w tym dobrym tego słowa znaczeniu. Wiemy, że mieszkańcy stolicy chcą tego, żeby jak najwięcej decyzji zapadało na tym szczeblu, który jest im najbliższy, więc lepiej zna ich problemy. nie w ratuszu, lecz w dzielnicach. Postulowane przez nas zmiany muszą pójść za tym przekonaniem.

– Czy chciałby Pan dodać coś jeszcze, o co nie zapytałem?

– Oczywiście. Przede wszystkim chciałbym wszystkim mieszkańcom Mazowsza złożyć serdeczne życzenia Świąt Wielkiej Nocy spokojnych i pogodnych bez tragicznych zdarzeń, które przyszło nam teraz oglądać na ekranach naszych telewizorów. Nadziei, że będzie lepiej i wszyscy będziemy uczestniczyć w tej poprawie sytuacji.

Wywiad ukazał się w 65 numerze gazety Samorządność

Podobne wpisy