Konrad Rytel: Orzeł Biały ma dwa skrzydła: rządowe i samorządowe

Z Konradem Rytlem, prezesem Mazowieckiej Wspólnoty Samorządowej rozmawia Łukasz Perzyna.

– Czy warto się cieszyć z faktu, że politycy zabiegają o samorządowców? Niedawno w Senacie w spotkaniu założycielskim Wspólnoty Przeszłości, którego inicjatorem jest wicemarszałek Sejmu Piotr Zgorzelski a gospodarzem był marszałek Tomasz Grodzki uczestniczyli czołowi politycy PO-KO, PSL i Lewicy, również samorządowcy m.in. ze Związku Miast Polskich, usłyszeli mnóstwo ciepłych słów?

– Zawsze się cieszę, jak samorządowcy są doceniani. Sporo polityków obecnych w parlamencie czy rządzie – to również byli samorządowcy. Niestety wielu z nich zapomniało, jakie mieli oczekiwania, gdy pozostawali jeszcze burmistrzami, prezydentami miast, wójtami czy radnymi. Dlatego powierzają samorządom do realizacji tak rozległe zadania, ale pieniądze już w ślad za tym nie idą. W samorządzie działam od 1990 r. i z tej perspektywy nigdy nie dostrzegłem, żeby pomoc władzy okazała się wystarczająca. Gdy rozmawiałem z przedstawicielami władzy centralnej, odczuwałem, że traktują samorząd jak konkurencję, w typowo rywalizacyjnych kategoriach: my to się musimy z wami szarpać, wiecznie się podobne słowa słyszało.

– A może to nieuniknione?

– Zupełnie inaczej to oceniam. Idealny wariant dla Rzeczypospolitej widzę w ten sposób: Orzeł Biały ma dwa skrzydła, rządowe i samorządowe. Bez pewnej ich koniecznej równowagi nie wzbije się do lotu. Jeśli ktoś chce rozmawiać ze Związkiem Miast Polskich, jak pan wspomniał w kontekście niedawnego spotkania w Senacie, to oczywiście bardzo dobrze. Gorzej, kiedy się wykorzystuje samorządy w przeciwstawianiu większości senackiej, wobec rządu opozycyjnej, tej większości sejmowej, która ma tę samą co rząd barwę polityczną. Widać, że dobrze się dzieje, jeśli druga izba zachowuje krytycyzm, również jej marszałek, taka jest ich rola… Lepsze to niż potakiwanie, forsowanie tego, co chce władza.

– W czym więc tkwi problem?

– Samorząd ma realizować najważniejsze potrzeby mieszkańców. Na tym polega jego misja, odmienna niż rola polityków opozycyjnych. Nie biorę udziału w takich działaniach jak zbieranie podpisów pod listami otwartymi.  Samorządowiec podobnie jak lekarz czy żołnierz mają nieco inne zadania… I naprawdę wiele do zrobienia. Jeśli ktoś chce budować nową siłę wraz z samorządowcami, musi się wystrzegać działań takich, żeby w pierwszym rzędzie coś rozbić. Z tym politycy do tej pory radzili sobie… aż za dobrze.

– Wielu samorządowców ma jednak wyraziste sympatie polityczne?

– Z pewnością znane jest nastawienie prezydentów Gdańska, Warszawy czy Poznania. Z kolei rządząca w kraju PiS w wielu samorządach dysponuje samodzielną większością. Jeśli odnieść to do parlamentu, to mieliśmy spotkanie w Senacie, od którego Pan rozmowę zaczął, z udziałem PO-KO, PSL czy Lewicy ale już nie z PiS. Z kolei pisowska większość może podobne zorganizować w Sejmie, zaprosić samorządowców, którzy jej sprzyjają. Ale chyba nie na tym rzecz polega, żeby się we własnym gronie spotykać. 

– Samorządowcy niezależni potrafią działać inaczej?

– Największą siłą naszej wspólnoty, Mazowieckiej Wspólnoty Samorządowej jest to, że spotykamy się zarówno z PiS jak z Platformą czy PSL, rozumiemy się dobrze z wicemarszałkiem Piotrem Zgorzelskim z PSL, który bywał w naszej siedzibie na Koszykowej w Warszawie. Z władzą centralną zawsze jest problem, bo przywala samorządom zadania, nie daje takich jak trzeba środków na ich realizację. Pamiętam, jak jeździłem w tej sprawie za rządów PO do Kancelarii Premiera, również do Kancelarii Prezydenta do Świętej Pamięci Jana Lityńskiego, doskonale rozumiejącego ten problem, zapowiadającemu, że wszystko Bronisławowi Komorowskiemu skutecznie wyłuszczy… Jestem państwowcem, więc nie pojmuję publicznego działania na rzecz dobra wspólnego w ten sposób, że my się spotkamy w Senacie, a oni w Sejmie i wszystko będzie się rozgrywać w dwóch, chciałoby się powiedzieć, odrębnych rzeczywistościach, które prawie się ze sobą nie stykają.

– Na ile COVID-19 wyostrza te oceny? Jak w warunkach pandemii powinna wyglądać współpraca władzy samorządowej i centralnej?

– Decyduje rząd, jego ustawy uchwala większość sejmowa, ale potem do czynienia z tym ma burmistrz w przychodni za którą odpowiada i starosta w swoim szpitalu. COVID zmusza do zacieśnienia współpracy każdego rządu z każdym samorządem. Strategią ich obu musi być codzienna ścisła współpraca, żeby analizować strategicznie zagrożenia, przeciwdziałać im, a nie utrudniać pracę sobie nawzajem. Kończy się robienie na złość, sabotowanie Rozporządzeń – pandemia wymusza na nas konsolidację decydentów na każdym szczeblu zarządzania!

Podobne wpisy