Dom na Mazowszu dla gości z Ukrainy

Przyjazny ośrodek w Święcicach powstał błyskawicznie, siłami młodych z Klubu Możliwości ze wsparciem Mazowieckiej Wspólnoty Samorządowej. W podwarszawskich Święcicach gości prawie trzysta osób w tym ponad setka dzieci.

Jednak gdy się tam wejdzie nie słychać dziecięcych płaczów i krzyków, ktoś z miejscowych zdążył już nawet zauważyć, że pomimo przeżyć, jakie mają za sobą, ukraińskie dzieci sprawiają wrażenie nawet spokojniejszych niż polskie. Witają nas odgłosy jak na kręgielni. Grupa nastolatków gra w bilard. Czas popołudniowy. Starsi rozmawiają, ale nie o wojnie. Właśnie ktoś przyjechał z pomocą, więc Ukrainka w średnim wieku dopytuje się, ile u nas kosztuje terenowy chevrolet zaparkowany przez niego na podjeździe, dodaje tylko, żeby powiedzieć w dolarach, bo kursu złotówki jeszcze dobrze nie poznała.

Pracuję w kebabie – chwali się koleżankom może dwudziestoletnia Ukrainka. Zatrudniła się w pobliskim Błoniu. Jak opowiadają organizatorzy, właściciel baru sam przyszedł do ośrodka, że dla paru przynajmniej osób znajdzie się u niego praca. Podobnie jak jeden z sąsiadów – jak relacjonuje dyrektorka Beata Bialic – zaoferował jej podopiecznym cztery miejsca do roboty przy pobliskiej budowie. Starosta powiatu warszawskiego zachodniego Jan Żychliński pomaga, zestawiając stale aktualizowaną listę miejsc pracy w okolicy. Rządzą tu niezależni od partii politycznych włodarze z kręgu Mazowieckiej Wspólnoty Samorządowej, co również wpłynęło na wybór miejsca, obok rachunku kosztów. Funkcjonowanie ośrodka pochłania 100 tys dolarów miesięcznie, środki na ten cel pochodzą m.in. od kanadyjskiej fundacji.

Wiosna po zimie

Kiedyś był tam czterogwiazdkowy hotel, później ośrodek dla seniorów wraz z rehabilitacją dla kontrastu nazwany “Wiosenną willą”: zamknięto go, gdy zaczęła się pandemia i pojawiły związane z nią restrykcje, ale stare tablice jeszcze wiszą. Jednak dopiero po wybuchu gorącej wojny na Ukrainie to miejsce okazało się przydatne ludziom jak nigdy przedtem. Młodzi ludzie z Klubu Możliwości związani z Mazowiecką Wspólnotą Samorządową mieli do wyboru dziesięć lokalizacji. Ta w Święcicach okazała się konkurencyjna finansowo: tańsza, bo centrum dla seniorów już zamknięto. Gdy wreszcie puszczono zakręconą wodę, w trzech pokojach od razu trzeba było interweniować i zbierać ją z podłogi, gdzieś zachowały się nawet nie umyte kubki ze starą jakby spleśniałą kawą – opowiada Członek rady Fundacji Klubu Możliwości i animator przedsięwzięcia w Święcicach Robert Zalikhov. Podołali. Teraz porządek jest tu wzorowy i standard dobrego hotelu. Ale samopoczucia uchodźców nie mierzy się w gwiazdkach z turystycznych przewodników. W Niemczech przecież, gdzie pieniędzy nie brakuje, ukraińscy przybysze, zwłaszcza ci wykształceni, skarżą się na odbieranie im dokumentów przez gminy i ograniczenia swobody przemieszczania.

W Święcicach jedynym rygorem pozostaje cisza nocna, obowiązująca od godz. 22, co wydaje się zdroworozsądkowe, zważywszy na liczbę dzieci na miejscu. 

Widać je wszędzie: uganiają się za zdalnie sterowanym samochodzikiem. Nie pytam, czy przywiezionym jeszcze z Ukrainy czy już pochodzącym z darów. – Przydałby się plac zabaw – nie ukrywa jeden z koordynatorów. Taki prawdziwy, zielony, z trawą, chociaż dzieciaki cieszą się też odbijając piłkę na płytach dziedzińca. 

Gdy do Święcic przyjechał ostatnio od początku zaangażowany we wspieranie tej inicjatywy wiceprezes Mazowieckiej Wspólnoty Samorządowej Mariusz Ambroziak, obiecał, że ukraińskim dzieciakom zorganizuje fajny Dzień Dziecka. A ściślej, zabierze je na festyn, żeby mogły się tam bawić z dziećmi polskimi. Konieczna tylko jedna zasada, że muszą pojechać wszystkie – wyłuszcza. Dwa autokary wystarczą.

Dla dzieci potrzebna jest szkoła – nie ukrywa jeden z koordynatorów pomocy. Bo na razie trzeba dojeżdżać do Błonia albo Ożarowa, nawet do Płochocina, chociaż najbliżej, też jest kawałek. Teraz na miejscu organizuje się przedszkole, od września szkoła też ma być tutaj. Na razie część dzieci korzysta z nauczania zdalnego. Wielu spośród obecnych tu młodych Ukraińców przejawia wybitne talenty matematyczne i informatyczne.  

– Idi siuda – pokrzykują do siebie ukraińskie dzieciaki. Czasem porozumiewają się po ukraińsku, czasem po rosyjsku, częściej niż dorośli wtrącają już polskie słowa.  

Starsi na pytanie, skąd pochodzą, odpowiadają krótko:

– Z Ukrainy.

Dopiero po kolejnym, z prośbą o wskazanie regionu, określają go precyzyjnie. To nie przypadek. Wspólne zagrożenie połączyło społeczności ukraińsko- i rosyjskojęzyczne, zatarło podziały na tych z Donbasu i tych z Zachodu, zaś jeśli ktoś zaznacza, że sam jest z Kijowa, to bez odcienia wyższości w głosie. Są tu również kobiety z dziećmi z Mariupola, który stał się symbolem. Także ze Lwowa i Charkowa. 

Żyjemy tutaj spokojnie

Tutaj każdy ma swój pokój z łazienką i gorącą wodą, posiłki są trzy razy dziennie. Żyjemy tutaj spokojnie – wskazuje Volodymyr Vcheraschniuk, koordynator pochodzący z Tarnopolskiego.

Koordynator Aleksander (Ołeksandr) Marchuk wcześniej pracował w sklepie Żabka, gdy postanowił zajęcie zmienić, dowiedział się akurat, co tworzyć się będzie w Święcicach. 

– Trzeba pomagać ludziom a koordynowanie mnie zaciekawiło – podkreśla. – Rozmawiamy ze wszystkimi, robimy zebrania, słuchamy, co potrzebne. 

Maleńka, bajecznie kolorowo ubrana Dasza z długimi ciemnymi włosami, ufnie przytula się do Aleksandra chociaż ani to brat ani swat.

Marchuk pochodzi z Zakarpacia. Zostali tam w domu jego babcia i dziadek. Walki w tym rejonie się nie toczą.

Pani, która na Ukrainie pracowała jako pielęgniarka i ma wszystkie niezbędne uprawnienia, gdy ktoś się źle czuje, wydaje mu niezbędne leki i zapisuje do lekarza, który pojawia się tu regularnie. Inny z gości jest elektrykiem, potrafi dokonywać podstawowych napraw.

Nie wiedzą jak długo tu zostaną. Nikt tego wiedzieć nie może, co też ich łączy. Ale czują się tu dobrze. Świadczy o tym nikła rotacja. Kto tu trafił, raczej nie szuka innego miejsca. Rotacja w Święcicach wynosi parę procent podczas gdy w podobnych ośrodkach warszawskich sięga nawet i kilkudziesięciu. Ale tu matka z dzieckiem czy babcia z wnuczkiem mają swój pokój, tam zaś często przychodzi spać na ogólnej sali. Beata Bialic podkreśla, że tu nie widać tłumu, co dobrze wpływa na psychikę podopiecznych: przestrzeń 4 tys metrów kw podzielona jest na tyle racjonalnie, że każdemu zapewnia się prywatność.

Telewizor w pokoju to komfort ale i czasem dodatkowy problem. Ukrainki często płaczą oglądając relacje z rodzinnych stron, zwłaszcza w programach nadawanych w ojczystym języku. Osoby, którym najciężej przychodzi znosić niepokój o najbliższych i dom, nostalgię i rozłąkę mogą liczyć na pomoc psychologa.  

O pracę w okolicy będzie teraz łatwiej, bo właśnie zaczyna się sezon na truskawki. A Polacy na długo zanim wybuchła wojna w sąsiadującym z nimi kraju, przekonali się, że Ukraińcy pracować potrafią. 

Twórcy przedsięwzięcia, młodzi ludzie z Klubu Możliwości to Polacy, którzy przed laty przyjechali do ojczyzny przodków z różnych państw, powstałych po rozpadzie Związku Radzieckiego. Kończyli tu szkoły zaadoptowali się znakomicie, wielu zdobyło atrakcyjne zawody i pozakładało własne firmy. Teraz pomagają innym. Jak widać w Święcicach – skutecznie. Mazowieckiego domu dla najnowszych gości z Ukrainy nie byłoby bez patronujących mu i wspierających wszelkie dobroczynne działania samorządowców. Towarzyszące od zawsze Mazowieckiej Wspólnocie Samorządowej hasło pracy ogranicznej zyskało w położonych o 25 kilometrów na Zachód od Warszawy a kilkaset od ukraińskiej granicy Święcicach nowy format i treść.
Łukasz Perzyna

fot: Paweł Małaczewski

Podobne wpisy