Budżet sąsiedzki. Debata MWS

Debata Mazowieckiej Wspólnoty Samorządowej o budżecie obywatelskim. 

Budżet obywatelski to znakomita sprawa, jednak w obecnych warunkach… nie działa jak należy – zgadzali się uczestnicy debaty na ten temat, którą Mazowiecka Wspólnota Samorządowa zorganizowała w centrum kultury na Bemowie. Samorządowcy zachęcają mieszkańców, żeby zawsze przeczytali projekty, a nie głosowali na ich tytuły, bo pomimo obywatelskiej formuły zwykle okazuje się to zawodne. 

Wzbudzał wielkie nadzieje. Jak opowiadał gospodarz spotkania wiceburmistrz Bemowa Jakub Gręziak – organizował z radnymi dyżury, by w szczegółach objaśniać mieszkańcom, czym jest budżet obywatelski. Włodarz z Bemowa może się też pochwalić udanymi projektami odnowienia alejek w Parku Górczewska, na które udało się zdobyć 2 mln zł – dzięki głosom mieszkańców i… budżetowi obywatelskiemu oczywiście.

Skoro jest tak dobrze, to dlaczego tak źle? 

Budżet partycypacyjny, tak się nazywał na początku, nawet wielu urzędników samorządowych nie umiało wtedy poprawnie wymówić tej nazwy – wspominała Barbara Domańska radna Pragi Północ. Budżetem, dziś już obywatelskim, zajmuje się od 2013 r, kiedy to w Warszawie zaczęły się prace nad jego pierwszą edycją. Powstawał metodą prób i błędów. Zasady tworzyło Centrum Komunikacji Społecznej. W promocji co roku opracowano nowy regulamin. Mieszkańcy się w tym gubili. 

Pierwsza kwota, przeznaczona na budżet jeszcze wtedy partycypacyjny wynosiła 26 mln zł a zagłosowało 146 tys mieszkańców. Ostatnia ósma edycja oferowała 93 mln zł, a mieszkańcy oddali już tylko 93 tys. głosów. Widzimy przez osiem lat spadek o jedną trzecią liczby głosujących pomimo trzykrotnego zwiększenia środków – ubolewała radna Pragi Północ.  

W ostatniej edycji złożono ponad 2,2 tys projektów, do głosowania przeznaczono ponad 1,4 tys z nich. 

Reklamy nie ma, liczy się działanie face to face, bezpośrednie przekonywanie – reklamowała radna Ochoty Barbara Laszkowska. Właśnie Ochota zajęła trzecie miejsce wśród warszawskich dzielnic w rankingu liczby głosujących.

– Zgłaszałem projekty ws. kina plenerowego. Wydrukowałem plakaty i rozwieszałem po klatkach schodowych – opowiadał gospodarz spotkania wiceburmistrz Bemowa Jakub Gręziak. Wskazał też na dotkliwe czasem następstwa nieprzemyślanych pomysłów ponad stan: postawiony na Bemowie butelkomat, chociaż przyjazny środowisku, kosztuje rocznie 100 tys zł, podobnie tężnia.

Budżet obywatelski powoduje, że zaczynamy ze sobą rozmawiać. Najpierw o huśtawce na placu zabaw. A potem może razem zrobimy piknik – zachwalała radna Laszkowska. 

– Mieszkańcy wiedzą, że ich projekty i tak przegrają – oponowała mieszkanka Saskiej Kępy, włączająca się do dyskusji zdalnie.

– Mówię mieszkańcom, że pieniądze leżą na ulicy, wystarczy się po nie schylić – podkreślała radna Laszkowska. 

Nie brak jednak ograniczeń, na które samorządowcy nie mają wpływu. W czasiie wymaganym na zatwierdzenie projektu z budżetu obywatelskiego nie da się pozyskać potwierdzenia braku roszczeń do działki, której on dotyczy. 

Budżet obywatelski to trafna nazwa – uznaje radna Domańska. Opowiada o własnych działaniach: złożyła projekt parku trampolin w “jordanku”, co podpowiedziała jej znajoma.

Najwięcej sympatii zyskała w dyskusji idea, żeby budżet obywatelski nabrał charakteru budżetu sąsiedzkiego. Bliżej ludzi…

Budżet powinien być dla mieszkańców, a nie dla ruchów miejskich – zgadzali się uczestnicy. Te ostatnie bowiem, przy swoim stopniu organizacji, potrafią przeforsować korzystne dla siebie rozwiązania, z opłakanym dla mieszkańców skutkiem. W praktyce wygląda to tak, że ekolodzy przeforsują wyznaczenie kontrpasów dla rowerów na osiedlowych ulicach jednokierunkowych, a potem miejscowi skarżą się, że jest więcej wypadków a w organizacji ruchu trudno się połapać.

Podobne wpisy