|

Alina Belska: Cały czas pomagamy

Z Aliną Belską, rzeczniczką Klubu Możliwości, organizatorką pomocy dla uchodźców ukraińskich, rozmawia Łukasz Perzyna

– Od razu po 24 lutego, kiedy zaczęła się rosyjska inwazja na Ukrainie, Wy, Klub Możliwości pod patronatem i ze współdziałaniu z Mazowiecką Wspólnotą Samorządową, zaczęliście akcję wspierania uchodźców, od początku konfliktu napływających do Polski…

– I wciąż pomagamy!

–  Co się zmieniło? Od wybuchu tego, co nazywamy gorącą wojną mija cztery i pół miesiąca…

– Nasze działanie bezpośrednio po tej fatalnej dacie 24 lutego 2022 r. skupiało się na tym, co najbardziej niezbędne: przewożeniu potrzebujących ludzi z granicy, zakwaterowaniu ich. W prywatnych mieszkaniach, a z czasem w ośrodku w Święcicach pod Ożarowem Mazowieckim.

– Byłem tam. Wielkie wrażenie wywołuje to Państwa dzieło. Wspólny dom, nie żadna noclegownia. Co dalej robicie dla tych, którzy dach nad głową znaleźli?

– Projekt z Funduszu Norweskiego, przygotowany z naszej strony przez Roberta Zalikhova obejmuje naukę polskiego, wsparcie psychologiczne, doradztwo dla dorosłych, dotyczące rynku i prawa pracy, wreszcie animowanie działań, które pozwolą ukraińskim dzieciom poczuć się w Polsce jak u siebie. Wierzymy, że również z dala od domu okaże się to możliwe. Robimy wszystko, żeby tak się stało. 

– Ale jak rozumiem, skoro nazywacie się Klubem Możliwości, to nie ograniczacie się do nawet udanego absorbowania pomocy zagranicznej?

– Organizujemy wydarzenia kulturalne, to może zabrzmi dosyć oficjalnie, ale przecież pod tym ogólnym hasłem kryje się po prostu dziecięcy uśmiech. Wiele zadowolenia na twarzach ukraińskich dzieci oglądaliśmy teraz w czerwcu, gdy dzięki wiceprezesowi Mariuszowi Ambroziakowi z Mazowieckiej Wspólnoty Samorządowej, wspólnymi siłami ze skupiającym lokalnych społeczników i pasjonatów Stowarzyszeniem na Rzecz Rozwoju Ziemi Iłowskiej zorganizowaliśmy festyn, w trakcie którego ponad sto dzieci uchodźców bawiło się wraz z polskimi. 

– Pamięta Pani, kiedy na Ukrainie obchodzi się Dzień Dziecka?

– A jakie to ma znaczenie? Ważne, że dzieciaki na chwilę zmieniły lokalizację, poznały nowe miejsce, polskich kolegów i bawiły się znakomicie. Straż pożarna zademonstrowała im swój sprzęt i umiejętności. Występowali dla nich artyści z miejscowych zespołów. Harcerki organizowały dla nich rozmaite zabawy. Podawano potrawy regionalne. Dzieci są tutaj, wiemy już, że na dłużej, dzięki takim imprezom poznają miejscowe zwyczaje. 

– I rozumieją coraz więcej, dorośli również, pytam, bo wspomniała Pani o nauce języka?

– Zajęcia odbywają się w grupach piętnastoosobowych, dwa- trzy razy w tygodniu, także online. Dorosłym zwiększą możliwość uzyskania dobrej pracy, dzieciakom ułatwią naukę, gdy 1 września pójda do szkoły. Do Polski trafiły ukraińskie rodziny, przeważnie matki z dziećmi, czasem babcie. Trzeba mieć na uwadze potrzeby ich wszystkich. Ich czas staramy się zagospodarować tak, żeby wykorzystać go najlepiej. Elastycznie, bo wielu uchodźców już pracuje, z czego się bardzo cieszymy. Kursy języka oraz organizowane dla nich wydarzenia kulturalne i integracyjne mają sprawić, żeby poczuli się u nas jak najlepiej.

– Jednak wojna nie skończy się szybko, co w pierwszych jej dniach nie było wcale oczywiste, a teraz zdajemy sobie wszyscy z tego sprawę?

– Niestety, gdy ogląda się przekazy telewizyjne, optymizmu nie da się wykrzesać. Chociaż na początku rzeczywiście można było mieć nadzieję na rychła zakończenie konfliktu zbrojnego. Z punktów recepcyjnych dało się zapamiętać mnóstwo takich rozmów. Ludzie liczyli, że zawierucha wojenna potrwa ze dwa – trzy tygodnie, po czym wrócą do domów. Przeczekamy – mówili. Pamiętam takie rozmowy w Przemyślu i innych miastach, położonych niedaleko granicy. Wiemy, że spora część uchodźców pomimo krańcowej niepewności, co zastaną w domach, zdecydowała się powrócić. Część znalazła jednak tutaj przynajmniej tymczasowy dom. Naszym celem pozostaje wspieranie ich. Tyle, że teraz nie skupiamy się już na przewozie i zakwaterowaniu, lecz na integracji. Zapewnieniu naszym podopiecznym aktywnego udziału w życiu gospodarczym i społecznym kraju, który ich przyjął. Wykorzystaniu zdolności, którymi mogą się pochwalić, dla ich własnego dobra ale też z korzyścią dla Polski, co im gościny udziela.

– Wojna jest złem, to oczywiste. Działa jak klęska żywiołowa, tyle, że wynika ze złej woli agresora. Nie przypadkiem jednak używam takiego porównania: byłem we Wrocławiu przed i po pamiętnej powodzi stulecia sprzed ćwierćwiecza. Spostrzegłem porównując, jak to miasto się rozwinęło dzięki funduszom na odbudowę. Czy wbrew intencjom Władimira Putina, wrogiego obu narodom, tak liczna fala uchodźców ukraińskich w Polsce może nie tylko poprawić potencjał demograficzny naszego kraju, ale też wpłynąć na wzmożoną kreatywność polskiej gospodarki. Wiem choćby, że wśród ukraińskich nastolatków, co znaleźli się u nas, są prawdziwi geniusze informatyczni?

– Ta wojna jest makabryczna, ale jeśli chociaż trochę uda się odwrócić jej niszczycielski efekt, to warto w tym celu pracować. Sami wiemy doskonale, co znaczy znaleźć się na początek w nowym kraju. Nazwa naszego Klubu Możliwości została przez nas świadomie wybrana i traktujemy ją jak zobowiązanie. Nam nie trzeba tego, o czym Pan przed chwilą mówił, dwa razy powtarzać. Większość Klubu Możliwości stanowią absolwenci Liceum Polonijnego, sama się do nich zaliczam. W Klubie działam od trzech lat, tyle, ile istnieje. Młodzi ludzie przyjechali z państw powstałych po rozpadzie dawnego ZSRR, łączą ich polskie korzenie, odnaleźli się w Ojczyźnie przodków.

– Spytam więc, jak widzicie sens swojej pracy w dalszej perspektywie?

– Marzy mi się zbudowanie a ściślej odnownienie zapomnianych w znacznej mierze relacji polsko-ukraińskich, wcześniej pogwałconych przez wydarzenia nieubłaganej historii, czasem celowo niszczonych przez naszych wspólnych przeciwników po to, żeby skłócić Polskę i Ukrainę. Obecna dramatyczna sytuacja pomimo całej grozy tego, co dzieje się na wschód od polskiej granicy – pozwala odnowić więzi międzyludzkie i nawiązać je tem, gdzie ich brakowało. Możemy być pewni, że część uchodźców zostanie w Polsce, tu będzie działać na rzecz gospodarki, przyczyni się do jej rozwoju. Młode osoby, o których Pan wspomniał, jak ci zdolni informatycy, wnoszą do gościnnego kraju ważny kapitał ludzki. Niebawem on zaprocentuje. To jednak cele dalekosiężne. Teraz absorbują nas bez reszty codzienne sprawy naszych podopiecznych. Zawsze jesteśmy chętni do pomocy. Lubię bezpośredni kontakt z ludźmi. Jeśli trzeba coś szybko załatwić, umiem robić to przez telefon, ale zawszę wolę rozmowę “face to face”.

Wywiad ukazał się w 68 nr gazety Samorządność

Podobne wpisy